Recenzja książki "Zwyczajna przysługa"

Jeśli ktoś zna mnie choć trochę prywatnie, wie, ze lubię książki, w
których mogę przywiązać się do któregoś bohatera (a przynajmniej go
polubić 😁). W tym przypadku tak niestety nie było. Nie mogłam utożsamić
się z żadną z bohaterek. Każda miała w sobie coś z dwulicowości i
wyrachowania. Dwie piękne i tak różne kobiety, a jednak każda miała w
sobie coś z chodzącego diabła. Mimo to, książka wciąga i czyta się ja
bardzo lekko.
Minusem, jak dla mnie, jest rozwiązanie zagadki
pojawiające się już w połowie książki. Rozumiem, autorka daje sobie pole
do popisu, by w pozostałej cześci książki wyjaśniać i toczyć dalszą
akcje. Jednak jestem z tych czytelników, którzy wola przeczytać więcej
niż 150 stron, kiedy rozwiązują się wszystkie tajemnice🤷🏼♀️.
Ciekawe
jest to, ze narracja w trzech częściach tej jednej powieści jest
prowadzona z perspektywy trzech różnych osób. Jest to jednocześnie plus i
minus. Plus, jako ze poznajemy tok myślenia każdej z osób, co pozwala
lepiej zrozumieć sytuacje. Jednak ile można w kółko wałkować ten sam
temat? Przez całą książkę nie robimy nic innego, tylko przerabiamy ten
sam wątek z innych punktów widzenia. Powieść jest tez nieco
przewidywalna. Ale nie jest to akurat jak dla mnie duży minus. Zaletą jest brak
monotonnych opisów, akcja dzieje się szybko i konkretnie.
Nie mogę
powiedzieć, ze nudziłam się, czytając ją. Ostatnie 100 stron jest dość
trzymające w napięciu, choć zakończenie nie jest do końca takie, jakiego
bym oczekiwała (ale jest to wizja autora, wiec trzeba ją uszanować i
zaakceptować). Ogólnie książka nie trafi do mojego „Top 10”, ale myślę
ze będę ja wspominała ciepło, zwłaszcza, ze mam zamiar porównać ją z
filmem. Trzymajcie kciuki by ekranizacja nie okazała się dużo gorsza od
książki.
P.S. Gratulacje dla autorki za udany debiut 😊
Zapraszam na mojego instagrama, gdzie regularnie wrzucam recenzje książek :)
Komentarze
Prześlij komentarz