Recenzja książki "Dziewczyna z listu"

nieporadnasingielka 


Rok 2017. Dziennikarka Samantha Harper znajduje u babci tajemniczy list, z którego poznaje historie Ivy. Wydarzenia opisane w liście bardzo ją poruszajaą i postanawia na własna rękę dowiedziec się czegoś więcej o opisanym o liście klasztorze St. Margaret’s. Kobieta odnajduje więcej listów, a dzięki prowadzonemu śledztwu dowiaduje się o mrocznych morderstwach osób powiązanych z tym miejscem. 
Rok 1956. Ivy Jenkins zachodzi w ciąże, jednak ojciec dziecka nie chce mieć w z nią żadnego kontraktu. Rodzina Ivy wysyła ją do domu samotnych matek w klasztorze St. Margaret’s. Jednak sam pobyt tam i oddanie dziecka do adopcji to nie jedyne problemy, z jakimi przyjdzie jej się zmierzyć. 
Historia Ivy to bardzo poruszająca opowieść. Niejednokrotnie wciągałam powietrze, czytając o okrucieństwach, jakie spotykały młode matki ze strony zakonnic i duchownych. Przerażający jest fakt, ze takie historie działy się naprawdę, ze nie tak dawno temu, ciężarne kobiety były zmuszane do ciężkiej pracy i musialy zrzekać się praw do swojego narodzonego dziecka. Książka jest wstrząsająca, poruszająca, wywołuje najliczniejsze emocje u czytelnika.
O ile jednak historia jest naprawdę ciekawa, to forma, w jakiej została napisana, zostawia wiele do życzenia. Jest poprawna, ale dość chaotyczna. Są poruszane wątki, do których później nie ma żadnego odniesienia. Historia Ivy jest zrozumiała, jednak we współczesności czytelnik może łatwo pogubić się w chaosie informacji, ktore autorka chciała przekazać. Mimo wszystko polecam książkę. Warto sięgnąć po nią, gdy ma się ochotę na coś ciekawego, ale niekoniecznie długiego czy ciężkiego.
Moja ocena: 7/10 ⭐️ 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Moje TOP NAJGORSZYCH KSIĄŻEK

Nie czuję nic.

Recenzja książki "Echa pamięci"